BLOG ZAKOŃCZONY 03.02.17.
Wszystko, co znajduje się na tym blogu jest tylko i wyłącznie pracą mojej wyobraźni, fikcją literacką i nie ma związku z rzeczywistością. Wszelka zbieżność zdarzeń, imion i nazwisk jest przypadkowa! Tekst nie ma za zadanie nikogo obrazić. Występują sceny erotyczne, wulgaryzmy. Generalnie opowiadanie nie powinno być czytane przez osoby poniżej 18. roku życia, ale umówmy się - każdego gorszy coś innego. Ja muszę Was uprzedzić o czym się da, żeby nie dostać po głowie. Czytacie na własną odpowiedzialność.

19 mar 2016

Prolog


Charakterystyczny szum wdzierał się do mojej głowy w czasie każdej przerwy między utworami, jakie miałem nagrane na swoją nieśmiertelną mp4. Natarczywe, rytmiczne wersy wyrzucane przez Peję z prędkością błyskawicy mieszały się z nieco ostrzejszym brzmieniem metalowej kapeli z Tennessee, Red, czy niemalże wyszczekiwanymi przez Eminema słowami. Bezwiednie ruszałem głową w rytm muzyki, całkowicie odcięty od świata rzeczywistego. Pochłaniałem kolejne strony książki, wdzięczny, że dookoła mnie nie siedzą żadne rozpłakane dzieci.
    Nagle coś zatrzęsło maszyną, zaczęło szarpać nią lekko na boki. Zwiedziony instynktem, niedbale wzniosłem wzrok znad powieści Clancy'ego. Na panelu ponad siedzeniami zapaliła się pomarańczowa kontrolka „zapiąć pasy”. Nie zareagowałem. Powoli wróciłem spojrzeniem na nieco wymiętolone kartki i poprawiłem się w fotelu. Nie miałem w zwyczaju odpinać pasów zaraz po wzbiciu się samolotu w powietrze, tak jak to czyniła większość pasażerów. W samochodzie też tego nie robiłem, więc tutaj tym bardziej mi one nie przeszkadzały; uwalniałem się z nich dopiero po lądowaniu i dopiero wówczas, gdy wspomniana kontrolka przestawała migać.
    Pomiędzy kolejnymi słowami „Beautiful” amerykańskiego rapera dotarł do mnie znudzony, zniekształcony głos kapitana samolotu. Wypuściłem powietrze przez usta, włączyłem pauzę i zsunąłem czarne słuchawki z głowy, żeby w razie czego nie umknęła mi żadna ważna informacja. Niestety, niewiele zrozumiałem z powodu utrzymującego się w kabinie szumu, za to poczułem się niesamowicie znużony. Klimatyzacja rozkręcona na największe obroty w końcu sprawiła, że na mojej opalonej skórze pojawiły się dreszcze. Powoli, starając się nie obudzić pasażera kimającego w fotelu koło mnie, wychyliłem się w przód i narzuciłem na grzbiet polarową bluzę z logiem mojego byłego klubu, Casa Modena. Podpiąłem zamek błyskawiczny pod samą brodę, zaplotłem ręce na piersi i wsparłem skroń o ścianę maszyny, lokując wzrok w białej mgle za oknem.
    Nie wiedziałem, gdzie wówczas byliśmy. Nad Węgrami, Słowacją, czy może właśnie przekraczaliśmy granicę Polski.
    Wykrzywiłem usta w grymasie. Nie chciałem wracać do ojczyzny. Nie chciałem wystawiać się na ataki ze strony rodziny czy przyjaciół. Wiedziałem, że czeka mnie wiele godzin wykładów o tym, jak nieodpowiedzialny i dziecinny jestem. O tym, jak uciekam, bojąc się wziąć odpowiedzialność za własne czyny.
    Może mieli rację? Może rzeczywiście byłem tchórzem? Nie było mnie w domu od dobrych sześciu lat, poza jednym sezonem rozegranym w Asseco i jednym w Jastrzębiu Zdroju*.
    Ściągnąłem ku sobie brwi. Nie. Nie uciekałem przed rozmową czy pomocnymi dłońmi, swego czasu wyciąganymi do mnie z każdej strony. Uciekałem przed wspomnieniami. Przed samym sobą. Nie ufałem sobie, bałem się tego, co mógłbym zrobić, jakie zamieszanie zasiać dookoła siebie. Od tych kilku lat byłem niczym tykająca bomba zegarowa; tak naprawdę nikt nie mógł czuć się pewnie i wiedzieć, że za chwile nie dostanie ode mnie w mordę. Nawet ludzie, których uważałem za przyjaciół… Za granicą to wszystko było łatwiejsze. Brakowało miejsc, które przypominały mi o tym, co zrobiłem. Brakowało ludzi, w których spojrzeniu zawsze czaiło się współczucie, czasami pogarda. Poza Polską byłem bardziej anonimowy. Nikt nie przekopywał internetu w poszukiwaniu szczątkowych informacji sprzed lat, a ja dzięki temu miałem spokój. Mogłem kreować siebie, za każdym razem na nowo.
    Przymknąłem oczy. Samolot ciągle drgał; siedząca przede mną dziewczyna trzęsła się ze strachu, popiskując cicho z każdym skrzypnięciem trzęsących się foteli. Rozplotłem ręce i potarłem palcami jednej z nich skroń. Nie miałem oporów przed lataniem, ale nie mogłem powiedzieć, żebym turbulencje uważał za wspaniałą rozrywkę i cudowne urozmaicenie dwóch i pół godziny podróży. Aż takim popaprańcem nie byłem.
    W moich myślach niespodziewanie odżył obraz młodej, pięknej dziewczyny, z którą dane mi było spędzić wakacje. Piękna, wysoka, szczupła; miała skórę koloru czekolady, kręcone, czarne, lśniące włosy zawsze pachniały kwiatami. A jak się ruszała… Jako rdzenna mieszkanka Kahului, wioski na jednej z hawajskich wysp, znała każdy jej zakątek. Pokazywała mi wszystko; od przerażających slumsów, przez cudowne wodospady w sercu dzikiej, nie zmąconej cywilizacją dżungli po swoje idealnie wyrzeźbione ciało, okryte tylko blaskiem księżyca i kroplami wody. Była cudowna. Jej imię raz po raz dźwięczało mi w uszach, wywołując przyjemne dreszcze. Akaneki. Po polsku – Agnieszka. Wpadła na mnie na plaży, gdy poszedłem na spacer zaraz po przyjeździe i Bóg jeden raczy wiedzieć, dlaczego postanowiła zostać moją przewodniczką po wyspie. Przyznaję, że na początku się bałem; nie miałem pojęcia, czy to kobieta, transwestyta czy córka jakiegoś mafiozy. Poszedłem za nią, bo stwierdziłem, że bez ryzyka nie ma zabawy, a ja na wakacjach lubiłem używać życia. Z resztą, bądźmy szczerzy, kto nie lubił? Koniec końców, miałem świadomość, że przeżyłem jedne z najlepszych wakacji mojego życia. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że brat dziewczyny o mało nie urżnął mi łba tasakiem, gdy nas razem zobaczył.
    - Przepraszam – delikatny głos współgrający z niepewnym szarpnięciem za rękaw mojej bluzy, przywrócił mnie brutalnie na ziemię. Niechętnie otworzyłem oczy i z konsternacją uznałem, że chyba przysnąłem. Zerknąłem w bok; moim oczom ukazała się stewardessa ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do napompowanej botoksem twarzy. - Proszę wyprostować oparcie fotela, lądujemy – oznajmiła i ruszyła dalej, sprawdzając pozostałych pasażerów. Wzdrygnąłem się, machinalnie strzepując ubranie w miejscu, którego ta kobieta dotknęła. Po przyjemnych wspomnieniach mojej hawajki, taki babsztyl wywoływał co najmniej odrazę…
    Samolot powoli obniżał pułap. Czułem, jak wysuwa się podwozie. Gdy przekroczyliśmy barierę chmur, moim oczom ukazała się Warszawa. Szara, smutna, skąpana w wieczornym mroku i deszczu. Skrzywiłem się delikatnie, wzdychając przy tym przeciągle. Rok grania w Turcji, mnóstwo sezonów w różnych klubach z Włoch, wakacje na wyspach – to wszystko sprawiło, że zapomniałem już co znaczy polskie lato. I szczerze mówiąc, oddałbym wszystko, byle sobie tego nie przypominać...
    Maszyna okrążyła kilka razy Warszawę z okolicznymi miastami, z wolna staczając się coraz niżej, by w końcu delikatnie usiąść na ziemi. Wgniotło mnie nieco w fotel, dłoń zacisnąłem na kolanie. To był jedyny moment w czasie podróży samolotem, którego nie lubiłem. Zacisnąłem powieki, oddychając głęboko i starając się skupić na czymś przyjemnym, zamiast na projekcji mojego złośliwego mózgu, jakobyśmy mieli wjechać w halę odlotów, nie zdążywszy wyhamować. Samolot po chwili zwolnił zupełnie, wyłączył wsteczny ciąg. Podjechał pod rękaw i zaraz wszystkie lampki na panelu nad fotelami się wyłączyły, ustępując miejsca oświetleniu ścieżki między nimi. Kapitan podziękował za lot w imieniu całej załogi, poinformował o temperaturze na zewnątrz – o zgrozo, osiemnaście stopni! - i życzył miłego dnia. Za chwilę ludzie na hurra zaczęli wstawać ze swoich miejsc, wyrywać z bagażników nad głowami swoje torby i przepychać się do wyjścia.
    Nie śpieszyło mi się. Poczekałem, aż zrobi się luźniej i dopiero wyszedłem ze swojego rzędu. Z plecakiem na ramieniu powoli przemierzałem rękaw, patrząc cały czas za okno. Pogoda była obrzydliwa.
    Powłócząc nogami udałem się po swój bagaż. Taśma szybko opustoszała, nie musiałem się więc przepychać. Ściągnąłem swoją walizkę na ziemię, potem pomogłem blondynce, która w czasie lotu siedziała przede mną. Zarumieniła się słodko, dygając śmiesznie w podzięce. Zmierzyłem ją powłóczystym spojrzeniem. Była ładna, w moim typie – tylko, że nie miałem na nią ochoty. Byłem zmęczony lotem, prowadzoną wcześniej przeprowadzką. Chciałem już znaleźć się w nowym mieszkaniu. Uśmiechnąłem się więc tylko, po czym pociągnąłem walizkę za sobą i ruszyłem ku wyjściu. Założyłem kaptur na głowę, ciemne okulary wsunąłem na nos, żeby nikt mnie nie rozpoznał. Jeśli ktoś poprosiłby mnie w tamtej chwili o autograf albo zdjęcie, trafiłby mnie szlag.
    Rozejrzałem się dookoła. Czarne samochody stojące na parkingu wyglądały identycznie, wprowadzając mnie w coraz większą frustrację, dopóki moim oczom nie ukazał się wysoki mężczyzna w błękitnej koszuli i rozchełstanej kurtce. Pomarańczowe oprawki jego okularów kuły mnie po oczach w tej szarej scenerii.
    - Witaj w domu – powiedział z szerokim uśmiechem, gdy się do niego zbliżyłem.
    Ta… W domu...

*nieprawdziwe w stosunku do rzeczywistości


*  *  *

Dzień dobry :)
W końcu, po niemal dwumiesięcznej obsuwie ruszam z nowym opowiadaniem. Jak uprzedzałam przy okazji zapowiedzi, czy nawet na "Źródle", z którego pewnie kojarzy mnie większość z Was, będzie tu kontrowersyjnie, będzie erotycznie, będzie wulgarnie i, mam nadzieję, nieprzewidywalnie. Spokojnie, nie przez cały czas - słońce i tęcza również się pojawią :P Mimo wszystko, początki są ciężki. Dla mnie jako osoby piszącej wiele momentów było niemal depresyjnych. Cóż mogę powiedzieć, wkładam w to opowiadanie całe serducho. Po napisaniu każdego kolejnego rozdziału jestem styrana jak po ciężkim treningu wydolnościowym na basenie i kolokwium z anatomii pod rząd (kto tego kombo nie przeżył, ten nie zrozumie xD). Wymaga to ode mnie wiele zaangażowania, przeszukiwania internetu, sprawdzania, nie raz nawet konsultacji z przyjaciółmi, ale kurcze! Lubię to! Mam nadzieję, że i Wy polubicie. Wiem, że powyżej nic, kompletnie nic się nie dzieje, ale takie chyba są prologi. Mają zaciekawić, stworzyć pewnego rodzaju wstęp; ja zawsze uważałam, że nie mogą być zbyt długie xD W pierwszym rozdziale będzie mocniej. Naprawdę ;) Już teraz zapraszam.

Jak widzicie, operuję tu inną narracją, niż w opowiadaniu o Amelii i Michale (na którym pojawiła się już piąteczka, zapraszam :3). Tak mi jednak wygodniej; mam nadzieję, że dostrzeżecie tego zalety.
 Kolejną ważną zmianą, którą również myślę, że możecie odczuć w czasie czytania jest to, że tym razem oddaję rozdziały do korekty xD Nie raz, po czytaniu tego samego tekstu po raz piętnasty, błędne "kluczki" pozostają "kluczykami", a ortografia chwilami nie istnieje; czytam na pamięć i niestety wyłażą z tego takie kwiatki raz na jakiś czas (chociaż staram się wyłapać wszystko!) xD Tutaj będzie inaczej. Mam swoje dwie kochane bety i dzięki nim nie wystawię się tutaj na śmieszność, nieco podwyższę poziom ♥ Kurczaki, naprawdę się jaram! :3 Tak się cieszę, że startujemy, taką mam nadzieję, że zaskarbię sobie Waszą uwagę, że nie macie pojęcia! Normalnie podskakuję na łóżku z nadmiernej ilości endorfin xD Miałam się kuć na kolosy, ale nie zdziwię się, jeśli co 5min będę odświeżała stronę i sprawdzała ile Was jest xD

Opowiadanie jest w trakcie tworzenia, co stawia przede mną kolejne wyzwania. Na szczęście chwilowo mam jakiś-tam zapas rozdziałów, ale żeby za szybko go nie wykorzystać, na bloga zapraszam Was co dwa tygodnie, w soboty :) Później będziemy myśleć.

Jako, że Zbyszek gra tutaj główną rolę spodziewam się, że nie każdemu przypadnę do gustu, ba!, będzie Was dużo mniej niż na "Źródle", o czym przekonałam się już przy okazji przekazania mu głównej roli w tymże tekście, ale.. cóż mogę. Jak ktoś trafnie zauważył (chyba Green), kto inny mógłby robić za BadBoya? Tak jakoś utarł się taki wizerunek Zbyszkowi na blogach, tak mi również podpasowało.
A może się mylę co do zainteresowania? Może dam się zaskoczyć? ;) Albo aż tak Was olśnię, hehe xD A tak na poważnie... Mogę Was tylko prosić, byście dały Zbychowi szansę, dały ją mnie oraz temu opowiadaniu i spróbowały się przekonać ;) Jak na razie jestem mega, mega, mega zadowolona z tego tekstu; byłoby super, gdyby i Wam się spodobało :3

Zapraszam do zakładki BOHATEROWIE; pod nią, w menu, znajduje się odsyłacz do FOBII czyli swego rodzaju motywu, na którym bazuje opowiadanie. Mogę zdradzić, że zamieszczony w tej zakładce tekst był kiedyś prologiem, dopóki ten wyżej go nie wygryzł :P

Tyle z mojego gadania gwoli wstępu. Do zobaczenia za 2 tygodnie ;*

Teraz już wszystko zależy od Was.

32 komentarze:

  1. Mi się spodobało i zostaję. Nie wygonisz mnie!
    Jak napisałaś prolog nie zdradza za wiele, nie dzieje się za dużo, ale zaciekawił mnie. Zresztą Twoja notka też. Tak więc weny w dalszym pisaniu i do następnego! ;)

    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru Ciebie wyganiać ♥ Dziękuję

      Usuń
  2. "Kluczki" bardzo ładnie brzmią, nawet ładniej niż "kluczyki", przynajmniej dla mnie.
    Tak właściwie - nie wiem co napisać. Chyba tylko "wow", bo po zapowiedziach mordobicia przygotowywałam się psychicznie na trzęsienie ziemi, a potem coraz gorsze katastrofy. Chociaż kolejna przeprowadzka może być małym tsunami.
    Masz cudowną playlistę, przy której przyjemnie czytało się prolog.
    Gdzieś tam w środku, po cichu liczyłam na narrację pierwszoosobową. Lepiej można się utożsamić z bohaterem, a coś mi się wydaje, że te wewnętrzne rozterki i zmiany w zachowaniu będą tu bardzo ważne.
    Może kiedyś wypróbuję i kolokwium, i trening wydolnościowy, ale nie robisz im dobrej reklamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie mordobicie (może nie za wiele, ale jest napisane, będzie, zarzekam się xD), będzie trzęsienie ziemi, tylko musicie dać akcji troszkę się rozwinąć :P Cieszę się, że się podoba! ^^

      haha xD nie próbuj, jeśli Ci życie miłe xD

      Usuń
  3. Tak czytam i nie wiem. Cholercia, nie wiem. Nie wiem czy wytrzymam. Nie wiem czy uda mi się wytrwać te dwa tygodnie. Bo ja będę. Nie odpuszczę. To ty przekonałam mnie do Zbysia i jesteś osobą, która może mnie do niego zrazić. Jak pisał Fredro: "Niech się dzieje wolą Nieba!"

    CAŁUJĘ, ret.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ma Ci się nie udać. Ja ile czekam na nowe notki u Ciebie? :P Dasz radę, z większą niecierpliwością będziesz tu wpadała dzięki temu :P Mam nadzieję, że nawet jeśli zrażę Cię do Zbycha, to zostaniesz ♥

      Usuń
  4. A ja chce więcej! Teraz!
    i czekam na kolejny! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Na Zbyszka nie trzeba mnie zapraszać, bo lubię o nim czytać, właśnie dlatego, że można z nim zrobić dosłownie wszystko, a i tak brzmi wiarygodnie. Nie wiem czy Zbyszek z Fobii da się polubić tak jak w Źródle, bo wszystko wskazuje na to, że będą to dwie różne postacie, ale już teraz widać, że niesprawiedliwym byłoby oceniać go pochopnie. Czekam więc niecierpliwie na ciąg dalszy, bo zapowiada się kolejna perełka.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to napisała mi Green i pod czym się podpisuję obiema łapkami: Zbyszek jest bardzo plastyczny, to fakt :) Właśnie tak się zaczęłam zastanawiać, czy nie za wcześnie się wzięłam za Fobie; może trzeba było dać Wam odtajać po Zbyszku i Soni ze Źródła... no, ale słowo się rzekło, mam nadzieję, że się nic nie pomiesza :) A ja niedługo nadrobię Twojego Zbyszka, niech tylko anatomię zdam :P

      Usuń
  6. Zbyszek głównym bohaterem? Masz mnie. Depeche Mode? Podoba mi się jeszcze bardziej. Podsiadło i happysad? Kupiłaś mnie całkowicie ;) Pozostaje mi jedynie czekać na kolejny rozdział. Pozdrawiam i weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hohohoh <3 <3 <3 Superowo, cieszę się :D

      Usuń
  7. Lubię czytać historie ze Zbyszkiem. Nie wiem dlaczego, ale jego osoba często jest "tą złą postacią". ;D Ale dlatego jeszcze bardziej mi się ta historia będzie podobać! ;)
    Nasz Zbysiu wrócił do Polski. Jestem cholernie ciekawa co przyniesie mu nasza rzeczywistość. ;)
    Rozdział dopiero za dwa tygodnie?! ;( Oh.. Szkoda, ale będę czekać! ;)

    Pozdrawiam serdecznie! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się jakoś utarło :P Mam nadzieję, że wszystko będzie się podobać ^^

      Usuń
  8. Witaj Kyane!
    Jestem.
    Byłam tu w nocy, koło pierwszej. Obejrzałam wtedy wszystko dokładnie. Grafikę, zakładki, bohaterów. Przyjrzałam się wszystkiemu bardzo dokładnie. Wszystko tu jest bardzo ładne, z klasą i smakiem. Też chciałabym mieć taką ładną grafikę. Soundtrack jest bardzo ładny, ciekawy pomysł. No i jest Dawid. A Dawid to życie.

    Muszę przyznać, że popłakałam się o tej pierwszej w nocy. Sama nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że oglądałam W pierścieniu ognia i nie potrafię tak spokojnie patrzeć na Finnicka, może mnie rozumiesz. Pewnie to dlatego, że fobie, strach to mój chleb powszedni. Pisząc w LA o tchórzostwie, nie miałam na myśli horrorów czy strasznych historii. Czasem człowiek boi się wstać z łóżka, czasem zasypia, trzesąc się ze strachu, bo wie, że pewnie się obudzi. Takie fobie, panika, strach. Nie do wytrzymania i nie do zrozumienia, gdy ktoś tego nie zna z autopsji. Też nie do wytłumaczenia, bo najczęściej jest to tak irracjonalne, że aż nieprawdopododne.
    Och, wystarczy tego użalania się.

    Jestem ciekawa, jak to wszystko poprowadzisz. Psychologia, głęboka analiza charakterów, motywacji, ludzkich pragnień jest ciężka do opisania. Bo się człowiek w tym gubi. Sam nie rozumie, plączę się. To prawda - człowiek po takim rozdziale się wypompowany, bo tematyka trudna, a do tego oddaje się kawełek siebie, wyrywa się sobie z piersi i żołądka. Nie wiem, może tylko ja tak mam. Może to wina narracji pierwszoosobej. Ja jestem Anastazją, a ty stajesz się Zbyszkiem (wiem, dziwnie to brzmi). Taka narracja wydaje mi się bardziej obciążająca i niebezpieczna. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi.
    Zbyszek jest tu bardzo ciekawy. Myślę, że to nie będzie taki idiotyczny badboy. To będzie ciekawa, dobrze stworzona postać, o której będę czytać z zapartym tchem.
    Prolog jest ciekawie napisany. Podobał mi się. Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać. To na razie tylko wprowadzenia, próba oswojenia nas ze Zbyszkiem. Zaliczam ją na plus. Jestem cholernie ciekawa, co tam urodziło się w Twojej głowie. Niczego się nie bój. Kontrowersyjna? No i co? Moje też będzie może nie kontrowersyjne, ale trochę anormalne. Sztuka, pisanie ma poruszać i oddziałować na czytelnika, nie? Też się jaram.

    'Nie ufałem sobie, bałem się tego, co mógłbym zrobić, jakie zamieszanie zasiać dookoła siebie.' - och, dokładnie.

    No nic, to chyba tyle.
    Trzymaj się, wpadnę chyba dzisiaj jeszcze do Sonii i Zbigniewa.

    Zuzek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Myszko, masz bardzo ładną grafikę :) Ja nic wielkiego tu nie zrobiłam, bo i nie umiem xD to wszystko jest z podstawowych funkcji bloggera.
      Czy tu będzie horror? Może w pewnym sensie, ale na pewno nie mam zamiaru bawić się w Stephen'a King'a :) Życie przynosi wystarczająco dużo strachu, co sama zauważyłaś. (Ja niestety "Igrzysk śmierci" nigdy nie obejrzę z osobistych przyczyn).
      Przygniotłaś mnie kolejnym akapitem xD Jeszcze więcej presji, dobre rzecz, nie ma co, hah xD Ale masz rację, temat jest trudny. Przecież Ty to sama wiesz :) dlatego tak się cieszę, że tu jesteś ^^ i nie Ty jedna masz uczucie oddawania cząstki siebie. Wydaje mi się, że jeśli chce się dobrze pisać, to to jest konieczność...
      W mojej głowie... o mój Boże, złe rzeczy się w niej dzieją ]:>

      Usuń
  9. Notką pod rozdziałem zabiłaś moje biedne, obolałe oczy (chyba muszę się wreszcie wybrać do okulisty, bo ciągła praca z komputerem zabija mi wzrok), ale nic, wybaczam, bo przecież warto tu być♥
    Zbyszek, bardzo plastyczna postać. Można z nim zrobić, co się chce. I mimo że ostatnio trochę mnie Zbych irytuje, to chętnie o nim tutaj poczytam. Bo staram się oddzielić prawdę od fikcji i bohaterów opowiadań od ich pierwowzorów z prawdziwego życia i tych naszych kochanych pomarańczowych parkietów.
    Prolog ma zaintrygować czytelnika, a Ty zrobiłaś to po mistrzowsku. Biorę w ciemno.
    Trzymam kciuki i powodzenia!
    Pozdrawiam,
    Grin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam xD następnym razem po prostu będzie mniej posłowia ;* "plastyczna postać", Boziu, jak ja kocham to stwierdzenie to Ty nie masz pojęcia ♥ nie wiem czemu mnie tak rozbraja, ale zawsze mi to humor poprawia :D
      Ten tutaj też może irytować... ale liczę, że wytrzymacie :* Dziękuję Ci bardzo :*

      Usuń
  10. Super,ja już nie mogę się doczekać kolejnego, a właściwie to pierwszego rozdziału :)
    Lubię Zbyszka i myślę, ze na pewno mi się spodoba.Bardzo podoba mi się twój styl pisania, nawet jeśli jest tu inny rodzaj narracji niż w "Źródle".
    Nie pozostaje mi nic innego jak czekać i życzyć Ci weny!
    P.S. Super Sound track

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, dziękuję za słowa i obecność tutaj :)

      Usuń
  11. Pierwsze co mi się od razu rzuciło po przeczytaniu kilku linijek - inny styl pisania niż na źródle. W sumie nie wiem co napisać, na pewno tu zostanę. Uwielbiam opowiadania ze Zbyszkiem, jako tym złym czy dobrym, czy poszkodowanym przez życie. Nie mogę się doczekać następnego postu. Czekam!
    Tola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest inaczej niż na "Źródle", wiele rzeczy jest tu innych :) ja sama mam do tego opowiadania zupełnie inne podejście ;) Cieszę się, że Ci się podoba ^^

      Usuń
  12. Jestem i zostaję do końca! :D
    Bardzo mi się podoba, zarówno prolog, jak i sam wygląd bloga. Naprawdę bardzo ładnie tu masz. *.*
    O Zbyszku jeszcze nic nie czytałam, więc chętnie ten błąd nadrobię. :)
    Czekam na pierwszy rozdział!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, dziękuję! :D

      Usuń
  13. Jako, że jestem Twoją wierną czytelniczką (co prawda anonimową ale zawsze :D) i fanką Twojego talentu pisarskiego, nie mogę doczekać się pierwszej fobii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy czytelnik się liczy! Cieszę się bardzo i zapraszam w sobotę ;)

      Usuń
  14. I cóż ja mam Ci napisać moja droga? Nie będę pisać, że absolutnie kocham wszystko to, co wychodzi spod Twojej ręki albo że to jest genialne, bo bym się chyba powtórzyła po raz milionowy. Masz mnie, jak zawsze z resztą. Może być kontrowersyjnie, może być brutalnie, nie ważne jak, wiem, że będzie świetnie. A ten prolog niesamowicie kusi i aż chce się więcej! Osobiście Bartmana jakoś specjalnie nie kocham, ale co mi tam ;)

    Ściskam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, jeśli go nie kochasz, to robisz mi wielką przyjemność będąc tutaj :) dziękuję!

      Usuń
  15. Chciałoby się napisać: "będzie się działo", bo znając Ciebie i twoje umiejętności ze "Źródła" potrafisz tak pokierować historią, że niemożliwe staje się możliwe.
    Czy Zbyszek będzie miał jakiś negatywny stosunek do rodzinnych stron i wszystkim, co się z tym wiąże?
    Czekam na pierwszą "fobie", już bliżej niż dalej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba widać już po prologu :P
      Jeszcze troszkę, ale już zapraszam ;)

      Usuń
  16. Dopiero teraz znalazłam to opowiadanie i szczerze mówiąc, zaciekawiło mnie. To co cenię zawsze u przeróżnych autorów to dodanie podkładu muzycznego do swoich rozdziałów. U ciebie jak najbardziej na plus i w dodatku jest to Eminem którego bardzo lubię więc się uśmiechnęłam na sam początek:) Zaciekawiło mnie to przede wszystkim na fobię głównego bohatera ponieważ jest ona w pewnym sensie mi bliska. Jutro z pewnością nadrobię resztę twoich rozdziałów, a póki co dodałam się do obserwujących i za chwilkę dodam cię do linków u mnie, żeby go nie zgubić:)
    pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny!
    honey

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam witam, wszyscy szalenie mile widziani :D Dziękuję, bardzo mi miło :) Mam nadzieję, że reszta również się spodoba, a już w piątek zapraszam na najnowszą fobię ;)

      Usuń

Jeśli chcesz zareklamować siebie, nie widzę przeciwwskazań. Ale do tego służy zakładka SPAM, nie komentarze pod postem.