BLOG ZAKOŃCZONY 03.02.17.
Wszystko, co znajduje się na tym blogu jest tylko i wyłącznie pracą mojej wyobraźni, fikcją literacką i nie ma związku z rzeczywistością. Wszelka zbieżność zdarzeń, imion i nazwisk jest przypadkowa! Tekst nie ma za zadanie nikogo obrazić. Występują sceny erotyczne, wulgaryzmy. Generalnie opowiadanie nie powinno być czytane przez osoby poniżej 18. roku życia, ale umówmy się - każdego gorszy coś innego. Ja muszę Was uprzedzić o czym się da, żeby nie dostać po głowie. Czytacie na własną odpowiedzialność.

15 kwi 2016

Fobia druga

Niby jesteście uprzedzone, ale muszę to zrobić jeszcze raz. Każdego rusza/gorszy coś innego, a ja chcę być wobec Was fair. Tak więc: rozdział zawiera fragment +18, taki dość... ekhem xD Aż nie wierzę, że to wyszło spod moich palców... Ale co nas nie zabije... ;) Jak ktoś nie chce czytać tego fragmentu, niech go po prostu ominie :)

*  *


Westchnęłam ciężko i zaczesałam długie włosy w tył. Grube, ciemne loki posłusznie opadły mi na plecy, odsłaniając zmęczoną twarz. Moje ciemne oczy straciły blask już dobre trzy godziny temu, ale nie mogłam narzekać. Prowadzenie własnego biznesu w pojedynkę rządziło się własnymi prawami.
    Z uśmiechem tryumfu opadłam plecami na oparcie biurowego krzesła i kilka razy stuknęłam plikiem kartek o blat biurka, żeby ułożyć papiery w równy stosik. Zadowolona z efektu, szybko wstałam ze swojego miejsca i to okazało się być błędną decyzją. Zakręciło mi się w głowie, w uszach zadudniła mi krew, a przed oczami przemknęły czarne plamki. Złapałam się krawędzi biurka i zamrugałam szybko, biorąc głęboki wdech. Kaśka miała rację, zdecydowanie za dużo czasu spędzałam w zamkniętym pomieszczeniu, w jednej pozycji. Tylko, że nikt inny nie zrobiłby tej roboty za mnie...
    Gdy przestało mi szumieć w głowie, zgarnęłam dokumenty pod pachę i swobodnym krokiem wyszłam z gabinetu.
    - Już chciałam tam do ciebie wysyłać ekipę ratunkową - rzuciła od razu wysoka blondynka, kręcąc się z nudów na obrotowym krześle. Pokręciłam lekko głową, z przyjacielskim uśmiechem i położyłam jej na blacie stołu papiery. Jasna brew na lekko wyretuszowanej podkładem twarzy uniosła się wysoko w górę. - Już? Koniec?
    - Tak - westchnęłam, kiwając zgodnie głową i biorąc się pod boki. Dziewczyna popatrzyła szybko na zegar zawieszony za jej plecami, po czym obróciła się w moja stronę.
    - Tak szybko? Toż dopiero dwudziesta druga w dzień powszedni! - zakpiła z szerokim uśmiechem. Nie wytrzymałam i parsknęłam donośnie, zdejmując szpilki ze stóp. Gdy moja skóra zetknęła się z zimnymi kafelkami, z moich ust wydostał się cichutki jęk zachwytu. Chyba będę musiała zacząć nosić płaskie buty do pracy…
    - Zmęczona, co? - zapytała Kasia, nakładając na nos cienkie okulary, żeby przenieść kilka kodów z dokumentów do komputera. - Widać po tobie, że potrzeba ci odpoczynku.
    - Jeżeli jeszcze jeden dzień spędzę w tym pokoju, to szlag mnie trafi - wystękałam, zataczając stopą kółka w powietrzu, żeby odciążyć zmęczone stawy.
    - Trzeba było nie zwalniać Marcela - Kaśka wzruszyła ramionami, na co ja od razu zgromiłam ją spojrzeniem. - Żart, spokojnie - zachichotała. Przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę automatu, żeby zrobić sobie kawę. Jako pół-włoszka miałam bzika na jej punkcie, więc na automat do gorących napojów, z którego mogli korzystać zarówno klienci jak i pracownicy, wydałam naprawdę dużo. Mimo to, warto było. Niby kawa z automatu, a była naprawdę smaczna.
    - Podejrzewam, że gdyby Marcel z nami został, w końcu straciłybyśmy wszystkich klientów. Przystawiał się do każdej pacjentki.
    - I nie tylko - zauważyła Kasia ze znaczącym uśmieszkiem.
    - Na ciebie też miał chrapkę - przyznałam, kiwając zgodnie głową. Blondynka wzdrygnęła się z obrzydzeniem, odkładając okulary do etui z motywem kwiatów na wieczku. Kaśka była bardzo kobieca, nie raz zazdrościłam jej pomysłów na ubranie się, odwagi do założenia czerwonych spodni. Ja nie czułam się komfortowo w podobnych strojach, choć bardzo mi się podobały.
    - Chyba mu dwieście razy mówiłam, że jestem lesbijką. Musiał mieć zaburzone funkcje poznawcze, bo nic do niego nie docierało - fuknęła oburzona. Znowu pokiwałam głową, powoli wydłubując plastikowy kubeczek z widełek utrzymujących go na miejscu.
    - No więc właśnie. Marcela nie ma, wszystko spadło na mnie, dlatego tyle czasu tu siedzimy.
    - Hej, ale jak to w końcu z wami było? - Kasia wsparła się przedramionami na swoim niewielkim biurku, niemal kładąc się na nim i uśmiechnęła się zadziornie.
    - Nie rozumiem - przyznałam, opierając dłoń na biodrze i dmuchając w kubeczek, żeby ostudzić sobie cappuccino.
    - No, ty i Marcel. Trafił w końcu chłopak do bramki, czy nie? - poruszyła znacząco brwiami, a moją twarz zalał czerwony rumieniec.
    - Kaśka!
    - Czyli tak?! - wyszczerzyła się.
    - Nie! - pisnęłam nienaturalnie wysoko. - Błagam cię, z taką szują? Do pięt mi nie dorastał, a ja miałam przed nim nogi rozkładać?
    - Ho ho ho, pani dyrektorka! - zawołała Kasia, nadymając zabawnie policzki. Potarłam palcami skroń, kręcąc z niedowierzaniem głową. Matko Święta, z kim ja się przyjaźniłam…?
    - Kasia, proszę…
    - No dobra, żartuję – zamachała rękoma nad głową. - Po prostu jesteś zajebiście ładną laską i nie rozumiem, czemu ciągle jesteś sama.
    - Nie ciągle – naburmuszyłam się. - Ledwie miesiąc temu przestałam się spotykać z Mateuszem. A wcześniej, już nie pamiętasz? Marek, przedtem Antoni… - uśmiechnęłam się, rozmarzona. Oj tak, tamta dwójka była cudowna… Przystojni, romantyczni, bogaci. I niewierni, pisnął cichy głosik w mojej głowie.
    - No dobra – Kaśka wstała w końcu z miejsca i zaczęła szykować się do wyjścia. - Ktoś tam sobie był, ale kiedy ostatni raz miałaś orgazm, co?
    Moje policzki znowu zalał obfity rumieniec. Otworzyłam szeroko usta, zamknęłam je, znowu otworzyłam, szukając odpowiednich słów, a im dłużej nie mogłam ich znaleźć, tym szerzej uśmiechała się moja przyjaciółka.
    - Kacha! - krzyknęłam w końcu.
    - Ja pytam z troski!
    - A czy ja tobie zaglądam w metryczki?!
    - Nie miałabym nic przeciwko, kochana! - zaśmiała się, nakładając niebieską marynarkę na chude ramiona. - No, to co z tym orgazmem?
    - Obrzydliwa jesteś – fuknęłam i ruszyłam w stronę gabinetu, żeby zabrać swoje rzeczy i troszkę ochłonąć. Nie byłam tak bezpośrednia, nie umiałam żartować ze spraw intymnych, a ta wariatka to wykorzystywała! Uśmiechnęłam się nikle.
    Kasia zawsze taka była, odkąd ją znałam. Bezpardonowa, szczera, ale jednocześnie bardzo ciepła i troskliwa. Nigdy nie wytykała mnie palcem, tak jak to potrafiły inne nastolatki.
    Moja mama była rodowitą Włoszką i urodę w dużej mierze odziedziczyłam po niej. Ciemniejsza, oliwkowa karnacja, czarne, kręcone włosy. Tylko oczy miałam jak tata, szaro-niebieskie. Wśród chorobliwie białych w okresie jesieni i zimy dzieci, raczej odstawałam od grupy. Poza tym, bardzo dużo czasu spędzałam we Włoszech, u dziadków. Mówiłam płynnie dwoma językami, na polski w końcu wkradła mi się pewna naleciałość. Nie znałam angielskiego jak inni, a „w ojczystym języku” mówiłam z dziwnym akcentem. Nie raz usłyszałam, że jestem inna… To bolało, zwłaszcza w młodym wieku. Dzieci nie mają filtra, żeby odsunąć złe od dobrego, chłoną każde słowo, w każde wierzą. Pamiętam, że długo musiałam się uczyć, że opinia innych nie powinna aż tak mnie obchodzić. Bardzo dużą rolę odegrała w tym właśnie Kasia.
    Poznałyśmy się w gimnazjum i zaprzyjaźniłyśmy niemal z marszu. Ja pomagałam jej z matematyką i fizyką, ona ucierała nosy pyszałkowatym dziewuchom i chłopcom, którzy lubili od czasu do czasu podstawić mi nogę, albo oblać wodą na środku korytarza. Imponowała mi, bardzo chciałam być kiedyś tak odważna, jak ona. Teraz uśmiecham się tylko na to wspomnienie, ale w okresie dojrzewania, taki wzór miał dla mnie wielkie znaczenie. A kiedy jeszcze powiedziała mi, że mój brat wcale jej się nie podoba i nie wie, co inne dziewczyny w nim widzą, pokochałam ją jak siostrę. Wiedziałam wówczas, że spotyka się ze mną nie dla wzdychania do Piotrka, tylko dlatego, że naprawdę mnie lubi. Wtedy chyba jeszcze nie wiedziała, że woli swoją płeć… A jeśli wiedziała, bardzo dobrze to ukrywała. Bądź co bądź, ja dowiedziałam się o upodobaniach Rzepeckiej dopiero przed maturą, a wtedy byłyśmy już tak zżyte, że pomimo niesmaku, jaki widziałam za każdym razem na twarzy mojej mamy, gdy spędzałyśmy razem czas, nie potrafiłam się od Kaśki odciąć.
    Była przy mnie w tym najgorszym momencie, gdy naraz, jednego wieczora straciłam dwoje najbliższych mi ludzi. Dwóch mężczyzn, których kochałam nad własne życie, którzy otaczali mnie opieką i wierzyli w każdy mój ruch.
    Kiedy mama wpadła w depresję, babcia ściągnęła nas do Włoch. To właśnie w słonecznej Italii skończyłam swoją edukację, to tam poszłam na studia. Kasia, której wiecznie pomagałam z przedmiotami ścisłymi, nawet na odległość, używając Skype, poszła na politechnikę, na ekonomię, a później przeniosła się na rachunkowość. Za to ja, ledwo przechodząca z klasy do klasy z powodu dwój z polskiego, rzuciłam się na psychologię. I skończyłam ją z wyróżnieniem!
    Wróciłam do Polski po latach i nie miałam co ze sobą zrobić. Częściowo zapomniałam języka, bo mama nie pozwalała mi mówić po polsku w domu. Za bardzo przypominało jej to męża i syna, sprawiało ból. Nie miałam pracy, za to dyplom z Włoskiej uczelni w kieszeni, nieratyfikowany w ojczyźnie mojego taty. Kaśka dała mi kąt we własnym pokoju. Dzięki jej pomocy zrobiłam nostryfikację dyplomu, trochę popracowałam w różnych, dziwnych miejscach, a potem otworzyłam gabinet, swój własny. Kasia po ekonomii i rachunkowości uznała, że będzie mi księgową i sekretarką, a jako przyjaciółka – bratnią duszą.
    Pamiętam, że z zamkniętymi oczami wodziłyśmy palcem po mapie Polski, żeby wybrać miejsce, gdzie zaczniemy. W ten sposób wylądowałyśmy tu, w Rzeszowie. Moja mama i rodzice Kaśki załamywali ręce, ale my się uparłyśmy i wyjechałyśmy, na swoje. Nie było lekko. Żeby dotrzeć do takiej opinii, jaką mamy teraz, do tego, by mieć tylu pacjentów, którzy ufają naszej marce, droga była długa, wyboista i usłana różami z dziesięciocentymetrowymi kolcami. Teraz jednak z dumą mogłyśmy patrzeć w lustro.
    Wyszłam z gabinetu Marcela, zamknęłam go na klucz i odłożyłam mały przedmiot na biurko przyjaciółki.
    - Pamiętaj, żeby jutro zadzwonić do ekipy remontowej - poprosiłam. Chciałyśmy zmienić gabinet mojego byłego pracownika w nieco przyjemniejszy kąt dla czekających pacjentów, a przy okazji pozbyć się niepotrzebnych śmieci. Marcel lubił konwencje, dla picu trzymał pod oknem kozetkę, choć nigdy nikt z niej nie korzystał, za to ona łapała kurz i zagracała pomieszczenie.
    - Jasna sprawa – oznajmiła Rzepecka, owijając swoją długą szyję kolorową chustką. Jak na początek września, zrobiło się już bardzo zimno. - Za to ty pamiętaj, że jutro idziesz w teren. Radzę założyć spodnie.
    - Czemu? - zdziwiłam się.
    - Żeby się do ciebie ludzie nie ślinili, ale słuchali twoich wskazówek. Boże, Frania, ty naprawdę nie masz pojęcia o własnej seksualności, czy co?!
    - Jakiej seksualności, wyglądam jak każda inna kobieta w moim wieku! - obruszyłam się, czerwieniejąc lekko na policzkach. Nie byłam wyjątkowa. Byłam wzrostu siedzącego psa, miałam ledwie widoczne piersi i wystające kości biodrowe.
    - Dobra, koniec - zawołała Kasia, biorąc mnie pod rękę i ciągnąc w stronę centrum miasta, gdy tylko zamknęłam główne drzwi w budynku. - Idziemy ci znaleźć jakąś mega przystojną partię na dzisiejszą noc, bo inaczej to ja z tobą oszaleję!
    - Kaśka, ja mam jutro spotkanie z nowym klientem! - zaśmiałam się, ledwie za nią nadążając. - Nie chcę żadnej przystojnej partii, muszę odpocząć po Mateuszu. Kasia! Słyszysz? Proszę, nie chcę następnego faceta, który nawet całować się nie potrafi.
    - To ten Mateusz nie potrafił?
    - Jeżeli w całowaniu chodzi o to, żeby udusić drugą osobę własnym językiem, to był w tym mistrzem – burknęłam z obrzydzeniem. Blondynka przystanęła na chodniku i pokręciła głową.
    - Okay. W takim razie idziemy na małe piwko, a ładnego mięśniaka znajdę ci kiedy indziej. Najpierw zorganizuję ci mały prezent. Musisz się przygotować, żeby przyciągnąć faceta z odpowiednimi… ekhm, kwalifikacjami.
    - Jaki znowu prezent? - zdziwiłam się, wznawiając szybki marsz. Wiedziałam, dokąd idziemy; jeżeli już szłyśmy do baru po pracy, to zawsze wpadałyśmy do tego samego lokalu, a że było naprawdę chłodno, chciałam zaszyć się w ciepłym pomieszczeniu jak najszybciej.
    - Znalazłam ostatnio genialną stronę internetową – Kasi rozbłysły oczy. - Mają cudowne koszulki, takie kolorowe, z nadrukami albo ze śmiesznymi napisami. Są ekstra! I chyba mam coś, co będzie odpowiednie dla ciebie na takie wyjścia.
    - Czyli…? - zapytałam nieśmiało. Bałam się pomysłów tej wariatki.
    - Niebiesko-biała koszulka ładnie pasowałaby ci do oczu – oznajmiła i nagle jej usta wygiął cwaniacki uśmieszek. - A na niej koniecznie musi być napis: „Lubię kwiatki, ale wolę orgazm”!
    - Katarzyna!

Zaśmiałem się nieco zmęczonym głosem i na drżących nogach zrobiłem krok w tył, niemal wpadając na półkę zawaloną środkami czystości. Stojąca przede mną dziewczyna zachichotała cicho, obciągając czarną bluzkę ku dołowi, by zasłonić biust. Rozerwałem jej stanik, ale na szczęście materiał koszulki był wystarczająco gruby, by nic nie było widać. Drżącymi rękoma próbowała zasłonić się spódniczką, ciągle podwiniętą do góry, ale za nic nie mogła sobie poradzić z poplątanym, długim ogonem materiału, za to mnie patrzenie na jej nagie od pasa w dół ciało znowu podnosiło ciśnienie.
    - Ubieraj się - wydyszałem szeptem, naciągając jeansy na tyłek. Ich sztywny materiał nadal mnie cisnął, całe moje ciało domagało się powtórki z rozrywki, ale wiedziałem, że ta jedna rundka już była z mojej strony pewnym wykroczeniem.
    Kamila z trudem i najwyższym wyrazem skupienia na twarzy, w końcu odwinęła spętaną spódnicę i pozwoliła jej spłynąć w dół łagodnymi falami, w ogóle nie zwracając uwagi na to, że ma uda ubrudzone spermą. Z drugiej strony, niby czym się miała tutaj wytrzeć? Byliśmy w jakimś pomieszczeniu gospodarczym na terenie Podpromia, nie w hotelu. Uśmiechnąłem się, gdy lekko się zatoczyła i wpadła mi w ramiona, chichocząc jak wariatka.
    Trafiła mi się ta dziewczyna jak ślepej kurze ziarno. Poznałem ją w klubie, gdy poszliśmy z chłopakami na przedsezonową integrację. Była z jakimiś koleżankami i ni z tego, ni z owego zaczęła się do mnie przystawiać. Najbardziej zaskoczyła mnie w chwili, gdy zaciągnęła mnie na dwór i zaczęła tłumaczyć, że nie bawi się w związki. Śmiałem się wtedy jak głupi, bo naprawdę była podniecająca, zwłaszcza w czarnej miniówce z materiału imitującego skórę, a ja nie musiałem się nawet wysilić, by wzięła mnie na noc do siebie. Na parkiecie ruszała się jak kotka, a w łóżku… Kurwa, demon seksu. Aż żałowałem, że to był nasz ostatni dzień razem...
    Polubiłem ją trochę. Miała cudownie długie, szczupłe nogi, umięśniony, płaski brzuch i, wbrew wszelkim pozorom, dużą jak na jej gabaryty miseczkę, bo aż C. Poza tym była całkiem wyszczekana i rozumiała moje zasady, ba!, sama kierowała się podobnymi. Cóż, chyba nie bez powodu mówi się, że „ciągnie swój do swego”.
    - Zobacz, co ty ze mną, Bartman, robisz - westchnęła, zaczesując czarne jak heban włosy do tyłu.
    - Rozpalam. Pieszczę. Biorę dla siebie - wymruczałem cicho, po każdym słowie gryząc ją w szyję, jednocześnie wsuwając dłoń między jej nogi. Z tyłu głowy buczał mi krzyk trenera. Już byłem spóźniony, a jeżeli znowu pozwoliłbym sobie zdjąć spodnie, to już w ogóle mogłem się nie pokazywać na hali. Tylko, że ona była tak obezwładniająca!
    Odchyliła głowę w bok, eksponując długą, wąską szyję i z cichym jękiem usiadła mocniej na mojej dłoni, poruszając biodrami.
    - Przestań, Kamila… - wysapałem z trudem, zaciskając mocno powieki. Zaśmiała się i przygryzając wargę, złapała delikatnie za wypukłość moich jeansów. Syknąłem donośnie, złapałem ją mocno za nadgarstek i gwałtownie zamieniłem się z nią miejscem, unosząc jej rękę w górę.
    - Przestań, bo znowu mam ochotę cię zerżnąć. Ostro - warknąłem gardłowo. - A już powinienem być w pracy.
    - Jesteś w pracy, tylko pomieszczenia ci się pomyliły – sparowała, trzepocząc rzęsami. Chciała uwolnić rękę, w jej oczach widziałem to samo pożądanie, które widziałem poprzedniej nocy, ale ja twardo trzymałem ją za nadgarstek. Zacisnąłem usta w wąską linijkę, bijąc się chwilę z myślami. W końcu cmoknąłem podirytowany i wgryzłem się w opuchnięte wargi kobiety. Kilka długich sekund nasze języki walczyły ze sobą o przewagę, zęby uderzały o siebie przy każdym, gwałtownym pocałunku. Nie mogąc oswobodzić ręki, Kama wypchnęła biodra w przód, po czym kilka razy zgięła i wyprostowała kolana, ocierając się o mnie. Jęczała mi w usta, a mi znowu krew zaczęła falami spływać w dół brzucha.
    Rzadko się zdarzało, żeby to kobieta przejmowała nade mną kontrolę, ale musiałem oddać tej dziewczynie głęboki pokłon. Robiłem, co chciała, grałem tak, jak ona pociągała za sznurki. Jęknąłem nieco za głośno, gdy owinęła się jedną nogą dookoła mojego uda, przyciągając mnie do siebie. Zacisnąłem mocno powieki, aż przed oczami mignęły mi wielobarwne iskry i jednym, gwałtownym ruchem zdarłem z kochanki spódnicę. Materiał w kolorze dojrzałej śliwki opadł z szelestem na brudną podłogę, zaś jego właścicielka sprytnie wyskoczyła z niewielkiego obwodu, jaki stworzył dookoła jej kostek.
    Z takim wzwodem i tak nie mogłem wyjść z tego przeklętego składzika, więc co za różnica, czy będę stygł, czy dam sobie upust po raz drugi?
    Przywarłem do dziewczyny całym ciałem, nie uwalniając jej ust. Niedbale przesunąłem na bok skrawek bielizny i wsunąłem w nią dwa palce. Znowu była mokra, gorąca; głośne stęknięcia wydobywały się spod moich warg, gdy kręciła na boki biodrami, majstrując przy pasku moich spodni.
    W porządku. Chciała seksu? Będzie miała seks. Ale na moich warunkach.
    Wyjąłem z kieszeni prezerwatywę, rozerwałem jej pakiecik zębami i pchnąłem Kamilę na drzwi, unosząc jej biodra w górę , gdy tylko zerwała mi spodnie razem z bielizną z tyłka. Owinęła się dookoła mnie nogami, dysząc ciężko i wkładając zimne dłonie pod moją koszulkę.
    - Ani słowa - warknąłem groźnie, wchodząc w nią gwałtownie. Pisnęła przeciągle, drapiąc mnie po plecach. Zacisnąłem zęby i osłoniłem jej usta dłonią, poruszając się chaotycznie. - Masz. Być. Cicho - wycedziłem z trudem.
    O ile wcześniej dałem radę się kontrolować, tak teraz nie miałem na to nawet ochoty. Mój umysł zmienił się w papkę, nastawioną tylko na branie. Nie interesowało mnie, czy jest Kamili wygodnie, czy przeżyje drugi w ciągu zaledwie godziny orgazm, czy nie robię jej krzywdy, nie sprawiam bólu. Chciałem zaspokoić siebie, a nie chciałem, żeby krzyczała, bo gdyby ktoś nas przyłapał, miałbym nie lada problem.
    Zwłaszcza, że jak się okazało dwa dni po naszym spotkaniu w klubie, Kama była córką mojego obecnego fizjoterapeuty. Miała ledwie dwadzieścia dwa lata. Pięć mniej, niż ja…
    Problem? Dla mnie żaden.
    Drzwi postukiwały lekko, gdy wbijałem dziewczynę w ich twardą powierzchnię, a kiedy moje rozgrzane ciało objął kolejny, słodki dreszcz, z moich ust wydobyło się stłumione, głębokie „kurwa”.
    Stałem nieruchomy niczym głaz, dysząc szatynce w obojczyk i mrugając szybko, żeby wrócić do rzeczywistości. Ciągle zasłaniałem jej buzię dłonią, a ona posłusznie nie wydawała z siebie żadnego, najmniejszego nawet dźwięku. Wierciła się za to niemiłosiernie, wprawiając w ruch swoje biodra, żeby móc odpłynąć tak jak ja przed chwilą. Uśmiechnąłem się nieznacznie, uniosłem brodę w górę i wsunąłem nos w jej krótkie włosy, po czym złapałem ją nieco mocniej, żeby nie wyślizgnęła mi się z ręki.
    - Teraz ty - szepnąłem jej na ucho, wciskając dłoń między nasze ciała. Łapała spazmatycznie oddechy, szarpiąc mnie w ekstazie za włosy, gdy pieściłem palcami napęczniałą łechtaczkę. - Tylko cicho, pamiętaj – ostrzegłem, gryząc płatek jej ucha. Popatrzyła na mnie kątem oka, zacisnęła mocno powieki i resztkami silnej woli wgryzła mi się w zagłębienie między szyją, a ramieniem, tłumiąc w ten sposób własny krzyk. Jej ostrzejsze niżu większości ludzi trójki raniły mi skórę, ale wolałem chodzić z dwoma czerwonymi nacięciami w okolicy karku, niż zwrócić teraz na siebie uwagę całego personelu krzątającego się po Podpromiu.
    Orgazm miała długi, wyczerpujący, a ja wcale nie chciałem dawać jej odpocząć. Wiła się, próbowała uciec, postękiwała cichutko, nie mogąc znieść intensywności doznań, jakie jej serwowałem. W końcu jednak uwolniła moją skórę od swoich zębów, wsparła czoło o moje ramię i bezwiednie opadła mi w ramionach, dysząc jak po przebiegnięciu maratonu.
    - Przyjdź wieczorem - szepnąłem ochrypniętym głosem po dłuższej chwili ciszy, gdy zdążyłem się już wstępnie ogarnąć. Głaskałem ją po głowie, żeby się uspokoiła. Zaśmiała się cichutko i z trudem stanęła o własnych siłach.
    - To naprawdę musi być ostatni raz?
    - Mam swoje zasady – odpowiedziałem, głaszcząc jej czerwony policzek kciukiem. - Już i tak je dla ciebie naciągnąłem. Zazwyczaj chodzę z jedną dziewczyną w ustronne miejsce góra dwa razy.
    - Tylko gdzie ja sobie znajdę za ciebie zastępstwo? - westchnęła, muskając opuszkiem palca moją dolną wargę. Uśmiechnąłem się nikle i podciągnąłem jej spódnicę, całując delikatnie malinowe usta.
    - Tego kwiatu, to pół światu - wychrypiałem, otwierając powoli drzwi.
    - A trzy czwarte nic nie warte - westchnęła Kamila, wciskając swój rozdarty stanik w kieszeń skórzanej kurtki. Wyjrzała na korytarz, rozejrzała się uważnie, po czym z uśmiechem pełnym ulgi wyszła na korytarz. Wyszedłem za nią, próbując ogarnąć włosy i ubranie. - O której mam być?
    - Dwudziesta - rzuciłem, zakładając sportową torbę na jedno ramię. - Poczekaj dziesięć minut, zanim stąd wyjdziesz – poinstruowałem ją jeszcze, po raz kolejny dałem całusa w usta i rzuciłem się biegiem w stronę oświetlonego korytarza, żeby „w panice” wpaść do szatni.
    - Czemu ty nie odbierasz telefonu?! - krzyknął Olieg z wyrzutem, gdy tylko przekroczyłem próg.
    - Śpieszyłem się, myślisz, że miałem czas grzebać po kieszeniach? - fuknąłem, zdzierając z siebie koszulkę. Z prędkością światła założyłem treningowy pasiak, żeby kapitan nie zauważył czerwonych pręg na moich łopatkach i zacząłem zmieniać spodnie.
    - Znowu się zapomniałeś z jakąś modelką, czy picowałeś auto? - zapytał Białorusin, ciągle na mnie obrażony. Posłałem mu cierpliwy uśmiech i ruszyłem za nim na halę.
    - Po co się tak pieklisz, Alek? I tak nie ma połowy drużyny.
    - Ale zarząd jest na trybunach – syknął i dopiero wtedy zobaczyłem, jak nerwowo przestępuje z nogi na nogę. Wyprostowałem się gwałtownie i zamrugałem szybko, z niedowierzaniem.
    - Cały zarząd? - zdziwiłem się. Achrem tylko pokiwał mi głową. - A po jaką cholerę? Nie powinni siedzieć w domach i oglądać meczu Polska-Australia? - fuknąłem.
    Sezon miał zacząć się dopiero za miesiąc. Teraz cały siatkarski światek żył rozgrywanymi w naszym kraju Mistrzostwami Świata i każdy z nas miał nadzieję, że spokojnie wejdziemy w sezon przygotowawczy. Obecność „facetów w czerni” już na pierwszym spotkaniu wywoływała pewne obawy…
    - Nie mam pojęcia, ale na przyszłość przychodź na styk, jeżeli już musisz. Tylko się nie spóźniaj - rzucił do mnie przez ramię, po czym przywdział na twarz sztuczny uśmiech i truchcikiem wybiegł na halę.
    Ogonowski, nasz drugi trener, uśmiechnął się do nas wesoło i przywołał do siebie ruchem ręki. Ci, którzy nie dostali powołań na tę prestiżową imprezę, od której robiło mi się już niedobrze, stali w równym rzędzie, witając się z nami skinieniem głowy lub uniesieniem ręki. Tylko z Kurkiem przywitałem się bardziej wylewnie, grzmocąc go dłonią między łopatki. Znaliśmy się z Bartkiem od dziecka, tym bardziej cieszyło mnie, że już teraz mam obok siebie jakąś bratnią duszę poza roztrzęsionym w tej chwili Alkiem. Nasz kapitan usiadł sobie na ławeczce, wzrokiem dyskretnie lustrując trybunę po przeciwnej stronie sali, którą zajęli „ci najważniejsi”.
    - Czego on się tak stresuje? - szepnąłem do Bartka, gdy ruszyliśmy biegiem dookoła sali. Chłopak wzruszył niedbale ramionami, wydymając lekko dolną wargę.
    - Nie może grać po zerwaniu więzadeł i może się boi, że ktoś mu zabierze kapitańską koszulkę.
    - Alek? Eee - burknąłem, kręcąc głową. - On sam chciał ją komuś oddać, bo wiedział, że w tym roku jeszcze nie da rady grać.
    - Cały rok? - zdziwił się Bartek. Przytaknąłem mu tylko, czując, jak serce zaczyna przyśpieszać swój bieg.
    - Jest ledwo co po rekonstrukcji więzadła, ma rok rehabilitacji zanim pozwolą mu wejść na boisko.
    - Kurde, nieźle sobie chłopak narobił problemów – wysapał Kurek, kręcąc z niedowierzaniem głową. Nie odpowiedziałem mu. Kontuzje w naszym sporcie były i zawsze będą. Takie są uroki tej pracy i każdego to w końcu dotyka, bez względu na to, jak mocny i niezniszczalny się czuje.
    Też się taki czułem, dopóki nie zerwałem brzuchatego łydki. Wtedy się wściekłem, bo wykluczyło mnie to z gry w barwach narodowych. Teraz wiem, że takie sytuacje, tak wielki ból, uczą pokory.
    Tak. Ja też co nieco wiem o pokorze.
    Gwizdek trenera rozszedł się echem po pustej hali, drażniąc nam uszy. Niechętnie powlekliśmy się do ławki, żeby wysłuchać całego planu na wieczorny trening, a potem rozeszliśmy się na odpowiednie stacje.
    Trening interwałowy. Jak myśmy to kochali, to aż nas mdliło! Ten, kto choć raz przeżył taką męczarnię wie doskonale, o czym mówię…
    Dwie godziny pracy bez przerwy. Bez dotknięcia piłki, tylko katując mięśnie. Przypominając im, że mają znieść trudy całego sezonu, a wakacyjna laba już dawno odeszła w niepamięć. Teraz był czas harówki do pierwszej krwi, żeby wyrwać Skrze koronę.
    - Dobra, chłopaki, starczy tego! - Ogonowski zaklaskał donośnie w dłonie, taszcząc z małej salki obok szatni dwie bramki do piłki nożnej. Ustawił je na boisku, podzielił nas na dwie niewielkie drużyny, po czym rzucił nam piłkę i wziął gwizdek między zęby.
    - Noo, a to kto? - mruknął Penchev, lustrując kogoś na trybunach roziskrzonym wzrokiem. Wszyscy jak na zawołanie zerknęliśmy w tym samym kierunku.
    Młoda, drobna kobieta weszła nieśmiało na trybuny, podając dłoń prezesowi. Wymienili kilka szybkich zdań, Panek wskazał na nas ręką i po chwili pokazał kobiecie jedno z wolnych krzesełek. Ta podziękowała mu skinieniem głowy i usiadła swobodnie, zakładając nogę na nogę.
    Była szczupła. Może nawet trochę za chuda, jak na mój gust. Cerę miała oliwkową, zdrową, zdecydowanie śródziemnomorską. Ciemne włosy związała w niesfornego koka; kilka podkręconych pasemek okalało jej twarz, dodając dziecięcego uroku. Miała szczupłą, pociągłą twarz. Pełne, jasne usta wyginała w delikatnym uśmiechu, lustrując każdego z nas uważnym spojrzeniem, jakby kogoś szukała. Nie mogłem powiedzieć, żeby była brzydka, ale ubrana w garniturowe spodnie, białą koszulę i czarną kamizelkę w prążki była jak dla mnie zbyt… oficjalna. Pewnie była chłodna, dystyngowana, zmanierowana. Takie zawsze stwarzały problemy. No, i biust miała mały, o ile w ogóle tam był, pod tymi szczelnie zapiętymi warstwami materiału.
    - Nowy team manager, czy co? - zamruczał Dryja, patrząc na nią uważnie. Przemknąłem spojrzeniem po kolegach z drużyny i parsknąłem cicho śmiechem, kręcąc głową. Wgapiali się w nią jak sroka w świecidełko.
    - No nie mów, ładna jest - Bartek wbił mi łokieć w żebra z głupkowatym uśmieszkiem.
    - Całkiem, całkiem - mruknąłem, pociągając spory łyk wody ze swojej butelki.
    - Bierzesz się? - usłyszałem zaczepne mruknięcie z drugiej strony i zaskoczony popatrzyłem na Achrema. Prowokował mnie spojrzeniem, zaplatając ręce na piersi.
    - Jak masz ochotę, to droga wolna – parsknąłem, choć wiedziałem, że nie skorzysta. Żona i dziecko czekali na niego w domu; kolejny stracony na zawsze.
    - Co, boisz się, że da ci kosza? - zaśmiał się Perłowski, podchodząc do nas. Wyszczerzyłem zęby w głupim uśmiechu.
    - Co wy, poszaleliście? Będziecie mnie swatać, czy jak? - prychnąłem, wspierając dłonie na biodrach.
    - O ile zakład, że jej nie poderwiesz? - rzucił Kurek, wycierając ręcznikiem włosy. Natychmiast napiąłem ciało jak tygrys gotowy do skoku i ściągnąłem ku sobie brwi.
    - A niby dlaczego mam jej nie poderwać? - zapytałem oschle. Alek i Łukasz zawyli przeciągle, jakby oczekiwali, że rzucę się Bartkowi do gardła.
    - Wygląda na kogoś ważnego - Kuraś wzruszył ramionami. - Za wysokie progi dla ciebie?
    - Chyba kpisz! - najeżyłem się, rzucając pustą butelkę pod krzesełka.
    - O ile jedziesz? - zapytał, wyciągając do mnie dłoń. Zlustrowałem kumpla z cwaniackim uśmieszkiem i jeszcze raz popatrzyłem na kobietę. Rozmawiała o czymś z naszym statystykiem, uśmiechając się przy tym wesoło. Zła nie była. Pytanie, czy taka cnotka w ogóle wie, co się robi w łóżku? Z drugiej strony, miałem ją tylko poderwać. Nie uwieść. To było proste, a mogłem coś uzyskać.
    - Czego chcesz, jeżeli mi się nie uda? W co szczerze wątpię - mruknąłem, wypinając pierś do przodu. Kurkowi rozbłysły oczy. Nic dziwnego, w końcu dałem się wciągnąć w jego grę.
    - Sprzątasz mi mieszkanie następny miesiąc.
    - A nie masz od tego Natki? - burknąłem zniesmaczony.
    - Peniasz? - wyszczerzył się, a mi zaraz włosy stanęły dęba.
    Ja ci, kurwa, dam!
    - Jeśli wygram, wciskasz się na trening w kieckę – rzuciłem, wyciągając do kumpla rękę. Bartek zagryzł wargę, nieco niepewny. Nie lubił takich akcji, zdecydowanie lepiej by się czuł, gdybym kazał mu gotować albo czyścić auta. Sęk w tym, że pierwszego nie umiał, a drugie byłoby dla niego nagrodą.
    - Deal – zgodził się niespodziewanie, łapiąc mocno moją dłoń. Achrem przeciął zakład w tym samym momencie, w którym trener zawołał nas ponownie na boisko.
    - Gramy ostatnie dwadzieścia minut, potem rozciąganie i pod prysznic! - zawołał i dmuchnął w plastikowy przedmiot.
    Wciągnąłem koszulkę w spodenki i stanąłem naprzeciwko Bartka, który właśnie ciskał swój podkoszulek w ławkę dla rezerwowych. Byliśmy w przeciwnych drużynach, jak zawsze w takich sytuacjach, a wprowadzony przed chwilą zakład tylko wzmagał rywalizację. Patrzyliśmy sobie wyzywająco w oczy z głupimi uśmieszkami, żeby w tym samym momencie, z całej siły kopnąć piłkę.
    Graliśmy dla zabawy, choć nikt nie chciał odpuszczać. Dawid nawet kilka razy kopał mnie po kostkach, za co zaraz łapałem jego głowę w zgięcie ramienia i czochrałem mu włosy, wbijając kostki palców w czaszkę. Było nas niewielu, więc żeby dotrzeć z obrony na atak, każdy musiał przebiec całe boisko. Raczej mało przyjemne zadanie po dwóch godzinach harówki, ale nam to jakoś nie przeszkadzało.
    Niespodziewanie, zarząd wkręcił się w kibicowanie swoim ulubieńcom, co tylko dało nam dodatkową radochę. Pusta hala co chwilę rozbrzmiewała głośnymi śmiechami, oklaskami czy nawet gwizdami, a kiedy trener oznajmił, że możemy się rozejść, z naszych gardeł wydostał się jęk zawodu.
    - Bez dyskusji, panowie. Jutro będziecie mieli dość mocne zakwasy, uwierzcie mi - zaśmiał się, sprzątając dokumenty do teczki. Moja ekipa wygrała dwa do zera, więc chwilę jeszcze poskakaliśmy na środku sali, żeby dać upust emocjom, a dopiero potem wróciliśmy po swoje rzeczy. Zerknąłem z ukosa na trybuny i wyłapałem przedmiot mojego zakładu wzrokiem. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie i zeszła na płytę boiska, kierując się w naszą stronę. Odwróciłem głowę i zdjąłem z siebie koszulkę, celowo napinając mięśnie. Skoro już ułatwiała mi robotę, to miałem zamiar odpowiednio to wykorzystać. Stojący koło mnie Kurek parsknął nerwowym śmiechem.
    - Peniasz? - zakpiłem z niego, unosząc wysoko jedną brew i szczerząc się głupkowato.
    - Zjeżdżaj – warknął pod nosem z równie durnym wyrazem twarzy, co mój i nagle odwrócił się do mnie plecami.
    - Przepraszam, pan Bartman? - usłyszałem za sobą niepewny, delikatny głos. Obróciłem się w stronę kobiety, zlustrowałem ją spojrzeniem i uśmiechnąłem się nieco wymuszenie. Ja pierdolę, ależ ona była niska! Jak dziecko!
    - Tak…
    - Francesca Kruś – przedstawiła się, wyciągając do mnie dłoń. Otworzyłem szeroko oczy, zszokowany zarówno jej bezpośredniością, jak i imieniem. Czyżby Włoszka? Ale nazwisko typowo Polskie… Mieszane małżeństwo, czy wymysł chorych na głowę rodziców?
    - Zbigniew – bąknąłem, niepewnie ściskając jej kruche palce. Uśmiechnęła się do mnie ciepło i założyła dłonie za plecami, bujając się na piętach.
    - Ma pan może chwilkę czasu? Chciałabym omówić kilka spraw.
    - Nie bardzo rozumiem o co chodzi… - mruknąłem skonsternowany, przerzucając zrolowany ręcznik za karkiem. Kobieta zamrugała zaskoczona, z jej twarzy nie schodził uśmiech.
    - Chciałam tylko ustalić, w jakie dni może się pan ze mną spotykać. Prezes Panek ustalił nam pewną liczbę godzin do wyrobienia w pół roku – westchnęła i wywróciła oczami. Moje ciało stężało, krew zadudniła w uszach. O czym ona mówi, do ciężkiej cholery?! - więc wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby spotkać się codziennie między pańskimi…
    - Zaraz, moment, chwila! - wszedłem jej w słowo, machając dłonią. Zamknąłem oczy i pokręciłem gwałtownie głową, próbując zmusić myśli do ułożenia się w spójną całość. - O czym pani do mnie mówi, jakie spotkania? Kim pani jest? - zapytałem niezbyt przyjaźnie i nagle fala oświecenia spłynęła na mnie niczym grom z jasnego nieba. Ręce opadły mi wzdłuż tułowia.
    O…
    - Jestem pana psychoterapeutką.
    … kurwa!

  

*  *

And again: ja to napisałam? Aż sama nie wierzę... :o Wybaczcie, jeśli przesadziłam :')

Wiecie, czemu tak jara mnie to opowiadanie? Nie tylko dlatego, że widzę w nim swoją poprawę w kwestii pisania czy doboru sytuacji tworzących akcję (cieszy mnie, że przynajmniej część z Was widzi, iż to opowiadanie jest dojrzalsze od "Źródła" :)), ale też dlatego, że mnie sprawdza. Wystawia na próbę moją odwagę. Zaczynając "Źródło" jeszcze nie myślałam, że będę pisać coś takiego, jak pokazuję tutaj. Przekraczam swoje granice i to w sumie jest jedną z lepszych części pisania tego tekstu :3 Tym bardziej się cieszę, kiedy dostaję od Was pozytywne słowa na jego temat. Chociaż trzęsą mi się ręce wraz z każdą kolejną fobią, chociaż nie umiem do tej historii przekonać większej liczby osób, to chociaż tym, którzy tu są
D Z I Ę K U J Ę! ♥

Edit: Moje poprzednie posłowie jak i niektóre komentarze usunęłam na prośbę Annie Kannie. Również na jej prośbę wyjaśniam Wam to tutaj. Dajcie nam pisać i tworzyć różne historie obok siebie, bez jakiś zbędnych rywalizacji i kwasów. Cieszcie się naszymi tekstami, bo piszemy je dla Was i nie szukajcie dziury w całym. To jedyne, o co ja Was proszę...
(Julce niezmiennie dziękuję za pierwszą część jej komentarza - cieszę się, że podoba Ci się to co piszę i dziękuję za miłe słowa :))

35 komentarzy:

  1. Aż nie wiem co napisać. Zatkało mnie. W dobrym tego słowa znaczeniu ;)
    Francesca. Poznaliśmy główną bohaterkę. I Zbyszek, zakładający się z Kurkiem. Co wyniknie z tego spotkania/tych spotkań. W końcu Francesca jest ,,lekarzem'' Zbyszka, więc nie wypada jej ulegać mu. Ale może to zrobi, za namową przyjaciółki? Kurde, ciekawy wątek się zaczął.
    Wiadomo, że Zbyszek będzie chciał ją uwieść. Na pewno wiadomo? Przecież na końcu dowiaduje się, że to psychoterapeuta jego... Pogmatwane to, ale świadczy to o tym, że przemyślałaś to wszystko, genialnie piszesz i że opowiadanie jest świetne, tajemnicze...
    Nie pozostaje nic innego jak życzyć weny, powrotu chęci do życia, itd. ;)
    Pozdrawiam, Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pożyjemy - zobaczymy :) Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  2. Oj uwierz ta historia przynajmniej mi się nie znudzi ;)
    Widać ten postęp który zrobiłaś w pisaniu. Samo to że zabrałaś się za pisanie o seksie o czymś świadczy. Bo jak wiadomo jest to trudny temat, ciężko go przedstawić ale łatwo zepsuć. Uwierz na słowo pisanie o tym bdb ci wychodzi.
    Także weny w dalszym pisaniu i pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy :) Dziękuję :)

      Usuń
  3. :) na koniec prawie oplułam monitor :) Załatwiłaś Zbigniewa nieźle :) Pewnie nie było Twoim celem rozśmieszenie czytelnika ale na mnie końcówka właśnie tak podziałała...
    Fajny ten Bartman :) mimo, że ciągle go nie lubię to dzięki Tobie świetnie mi się o nim czyta czy tu czy w Źródle :)
    Rewelka
    czekam na kolejny z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, czemu? :D Dobrze zareagowałaś, tak miało być, haha :D

      Usuń
    2. uff to dobrze ;)

      pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Ja pierdziele...
    Ja tu wrócę xd obiecuje..przeczytałam, ale..nic sensownego nie przychodzi mi do głowy..
    Zatkało kakao i... Muszę zebrać myśli(o ile to w ogóle możliwe).
    To jest ZAJEBISTE po prostu..inne niż wszystko co do tej pory czytałam..
    Kocham Cię normalnie xd ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, robisz postępy, przekraczasz granice i nadajesz Zbyszkowi zupełnie nowe oblicze, ale bardzo mi się to podoba! :) Ponadto akcja jest bardziej dynamiczna niż w przypadku Źródła, nawet dialogi zdajesz się pisać zupełnie inaczej, i wcale nie uważam, jakoby wynikało to wyłącznie ze zmienionej narracji. Chociaż nie brakuje tutaj pikantnych scen, niesprawiedliwym byłoby porównywać tę historię do trylogii Greya, która tylko dowodzi temu, że ilość sprzedanych egzemplarzy nie zawsze jest wiarygodnym wyznacznikiem jakości danej książki, ale oczywiście co się komu podoba. Ja czytając wszystkie sceny +18 wybuchałam śmiechem co drugie zdanie. U Ciebie jest świetnie i bez zbędnego przesadyzmu.
    Cieszę się, że nie trzeba było długo czekać na pojawienie się głównej bohaterki. W moim odczuciu zarząd klubu postąpił dość ryzykownie, stawiając kolejną kobietę na drodze faceta, który nie przepuści żadnej okazji, by skonsumować znajomość z każdą przedstawicielką płci przeciwnej, która wpadnie mu w oko, zresztą Bartman już teraz zagiął sobie parol na Francescę i myślę, że nawet fakt, iż będzie ona jego psychoterapeutką nie sprawi, że postanowi wycofać się z zakładu.
    Kurczę, co mogłabym jeszcze napisać? Masz mnie całą i nie mogę się doczekać kolejnej części! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, bardzo dziękuję za te miłe słowa :)
      Czemu akurat Kruś wzięła Zbycha pod skrzydła to się wyjaśni za 2 tyg ;)

      Usuń
  6. nie mogę nic napisać. jesteś najwspanialsza. a fobie są jak dragi - uzależniają. ćpam je i nie widzi mi się odwyk <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocny rozdział to i komentarze mocne jak widzę :D Dzięki <3

      Usuń
  7. Nie mogę się doczekać dalszych części. Naprawdę.
    Widzę coraz więcej plusów narracji pierwszoosobowej, której używasz rozsądnie. Same przemyślenia bohaterów pozwalają na poznanie ich lepiej. Taka narracja wyraża więcej niż tysiąc dialogów, przy których i tak nie wiemy, czy postać nie kłamie.
    Doczekałam się głównej bohaterki, która nie wydaje się mieć zbyt wiele wspólnego ze Zbyszkiem. Sam początek ich znajomości jest ciekawy; Bartman ma jakiś powód, żeby zbliżyć się do Francesci.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę zmienił się Twój styl pisania, ale to na wieelki plus! Świetnie, że opisujesz fabułę w narracji pierwszoosobowej, bo w ten sposób ukazujesz refleksje i emocje bohaterów. Odważyłaś się pójść "na całość" i bardzo dobrze Ci to wyszło. Kocham Twój styl pisania! Erotyczny miód i ciekawe orzeszki - tylko tak mogę to podsumować! :D
    Już dodaję "Fobię" do obserwatorów.
    Życzę weny i ślę uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Erotyczny miód i ciekawe orzeszki" ♥
      Dziękuję bardzo :)

      Usuń
  9. Świetny rozdział. Myślę, że zwiastuje duże kłopoty obojga bohaterów. Niepokorny Zbyszek i Frania, która będzie chciała go zmienić, trochę na siłę. Wynikną z tego problemy, szczególnie z tego zakładu.
    Świetnie piszesz, weny.
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  10. Oh! Aż mnie zatkało, pozytywnie oczywiście! Aż nie mogę się doczekać kolejnych części! :)
    Zakład z Kurkiem - powiem Ci, że cholernie bym się zdziwiła, gdyby Bartman się go nie podjął. ;D A biorąc pod uwagę aspekt, że jest to psychoterapeutka Zbyszka - będzie bardzo ciekawie. A znając z początkowych rozdziałów charakter Bartmana jestem niemal pewna, że na pewno się nie podda. :) Jestem tylko ciekawa jak znaczącą rolę odegra w życiu głównej bohaterki. ;)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny!

    Pozdrawiam serdecznie! ;&

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bardzo dziękuję za miłe słowa. Jeszcze zobaczymy kto większą rolę w czyim życiu odegra ;)

      Usuń
  11. Idealne :D *.*
    Szybka akcja, zero kompromisów! Oby tak do końca opowiadania ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej! Super blog. Bardzo mi się podoba. Piszesz tak lekko i swobodnie, masz talent:) Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału
    Pozdrawiam i życzę dużo weny:)
    Mari

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się ciszę, że się podoba :)

      Usuń
  13. O mamo! Zatkało mnie, w tym pozytywnym sensie oczywiście. Naprawdę nie wiem co napisać. ♥.♥
    Faktycznie przekraczasz pewne granice, ale mi się to podoba. Ja chyba nie byłabym w stanie tak napisać, a tobie to wyszło świetnie. :D
    W końcu poznajemy główną bohaterkę. Na pewno odegra ważną rolę w Zbyszka, ale jak on wpłynie na jej życie? Bo wpłynie, tego jestem pewna. :)
    Szczerze bym się zdziwiła, gdyby Zibi nie podjął tego zakładu, ale muszę przyznać, że widok Bartka w sukience nie wpłynął dobrze na moją psychikę. XD
    Niecierpliwie czekam na kolejną fobię! <3
    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takiej różowej, w kwiatuszki, moim zdaniem prezentowałby się bardzo dobrze :P
      Dziękuję bardzo za miłe słowa :)

      Usuń
  14. I takiego Zbyszka nie lubię - skaczącego z kwiatka na kwiatek. Zrozumiem przypadkową dziewczynę, ale dziewczynę, która jest córką człowieka, z którym on pracuje. Grrrr zdecydowanie mówię temu nie, ale zostanę, bo zaczyna się ciekawie.
    Pani psycholog, którą na samym początku podejrzewałam o bycie jakimś lekarzem szpitalnym okazała się kobietą, która nie do końca jest świadoma swoich atutów (jak to określiła jej przyjaciółka), OJ Zbyszek chyba takich nie lubi :D. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostałym wpadała w oko i gdyby nie ten zakład, to Zbyszek pewnie, by się nie zainteresował. Można więc dziękować Bartkowi, że wyszedł z propozycją zakładu, bo współpraca na linii zawodnik- psychoterapeuta będzie ciekawa i z pewnością będzie iskrzyć, pytanie tylko w dobrym tego słowa znaczeniu :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż ja mogę, cieszę się, że masz jednak zamiar zostać ;) Serio, dużo to dla mnie znaczy :)

      Usuń
  15. Dobra, krótko, bo i tak już mam gigantyczne opóźnienie.
    Bardzo lubię Twoje fobie. Mają w sobie jakiś magnetyzm. Ten Bartman, niby nieczuły, ale z jakiegoś powodu, coś się wydarzyło, co go pozamykało.
    I Francesca, która już mnie zaintrygowała. Jak się potoczy ich współpraca. Bo łatwo raczej nie będzie.
    Przepraszam za jakość tego komentarza, przepraszam za opóźnienie i przepraszam za mój wkład w ten nieładny spam, który usunęłaś.
    Uwielbiam.
    G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:3
      Nie może być łatwo, nie przy takich charakterach ;) Iskry polecą i to już niedługo.
      Nie szkodzi. Jestem wdzięczna za to, co tam napisałaś.

      Usuń
  16. Dziewczyno! To jest świetne!
    Aż nie wiem co mam powiedzieć, cały czas czytałam z otwartymi ustami.
    Czułam się jakbym czytała dobrą książkę.
    Poza tym Zibi jest tutaj takim starym Zibim, który bardzo przypadł mi do gustu.
    Zostaję na dłużej, buźka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Mam nadzieję, że dalej też będzie się podobało ;)

      Usuń
  17. Tak, wiem.
    Od połowy maja będę w terminie, zawsze. Teraz wychodzi jak wychodzi, jeszcze rozpaczliwie walczę o napisanie rozdziału u siebie.

    Chciałabym oznajmnić na początku, że o plagiacie/kopiowanie nie ma tu mowy. Po pierwsze, ja rozmawiałam już o tym z Kyane. Gdybym czuła się pokrzywdzona to uwierzcie mi, że wjechałabym tu z lecia, z mordą. Nie wjechałam jednak, bo nie ma tu niczego, co by mnie zaniepokoiło. Psychologia? Jesteś dziewczyny pewne, że moja Anastazja jest psychologiem? W 13. rozdziale jeden z bohaterów dobitnie powie, kim jest Anastazja.
    Koniec ogłoszeń.

    W sumie Kyane to ja tak w sumie już skomentowałam rozdział w naszej prywatnej rozmowie. Jestem zachwycona, oczarowana, zaintrygowana. Widać, że jako autorka bardzo dojrzałaś, wyrobiłaś styl, masz to coś. Najbardziej lubię w autorki, które są odważne, nie boją niektórych opisów i tematów. To wszystko jest u Ciebie takie mocne, dorosłe, niebezpieczne i dlatego tu jestem.

    Wybacz, że tak krótko. Naprawdę, jestem już zombie, płaczącym co pół godziny. Jeden słabszy komentarz chyba sprawi, że mnie znielubisz, prawda?

    Zuzek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie, przestań!
      Mówiłaś, ale cieszę się i dziękuję, że to powtarzasz, bo ja niezmiennie się boję, że ta mocna i niebezpieczna strona tego tekstu Was odrzuca

      Usuń

Jeśli chcesz zareklamować siebie, nie widzę przeciwwskazań. Ale do tego służy zakładka SPAM, nie komentarze pod postem.